Moi Kochani!
Nadszedł dla mnie dość ciężki okres. Nie jest źle, ale czuję się pusta wewnętrznie. Wszystkie pomysły, wszystko to, nad czym ciężko pracowałam nie ma już dla mnie sensu.
Nie mówię, że odchodzę.
Mam jedynie wrażenie, że moja wena się wypaliła.
Przez jakiś czas nie będę nic pisać... Chyba tylko tyle jestem w obecnej chwili stwierdzić.
Dziękuję wam wszystkim za to, że jesteście ze mną już tak długo. Nigdy o tym nie zapomnę i wrócę, obiecuję :)
Ah i jeszcze jedno.
Nie miejcie do mnie pretensji, po prostu mnie zrozumcie.
Pomimo, że raczej nie będę się aż tak bardzo udzielać, to zaglądać będę tu często. Jeżelibyście chcieli... cokolwiek... nie wahajcie się, zawsze odpowiem, a komentarze nie gryzą :)
Do zobaczenia
~Gisa
22.01.2015
2.01.2015
Never give up - rozdział 8
Chłopiec siedział w kuchni na jednym z białych, drewnianych krzeseł i przykładał sobie do oka woreczek ze zmrożonym groszkiem. Hoseok postawił przed nim na stole wielki kubek wypełniony po brzegi pachnącą owocami, świeżo zaparzoną herbatą. Usiadł na krześle obok i uraczył się łykiem kawy. Dziwne przeczucie podpowiadało mu, że tego wieczoru nie zazna snu.
- Powiesz mi, co ci się stało?
Wcześniej nie pytał o nic. Po prostu wpuścił wyglądającego jak siedem nieszczęść Jeongguka do środka i niemalże wepchnął go do łazienki. Twarz chłopca była cała wyciapana dziwnymi substancjami, wśród których rozpoznał elementy zapewne obiadu i bardziej poczuł niż zauważył farby olejne. Gdy brunet pod jego czujnym okiem opłukał twarz ciepłą wodą, do spektakularnego efektu doszło całe czerwone i podpuchnięte oko. Kazał mu zdjąć koszulkę i dopiero wtedy z przerażeniem uświadomił sobie, że Jeongguk przyszedł do niego bez kurtki, a na dworze było już naprawdę zimno. Chłopak pomrukiwał coś pod nosem, co wyglądało na sprzeciw, ale posłusznie się rozebrał. Jung wziął od niego brudną koszulkę i zrozumiał, dlaczego jego mały przyjaciel zrobił to tak niechętnie. Całą jego klatkę piersiową i plecy pokrywały blizny. Nie miały jakiś przerażających rozmiarów, ale było ich bardzo dużo. Bez słowa przyglądał się jego ciału, po czym wyszedł. Chwilę później przyniósł chłopcu czysty ręcznik i jedną ze swoich koszulek. Kazał mu wziąć prysznic i wyszedł, zamykając drzwi.
A teraz siedzieli w kuchni lekko skrępowani panującą ciszą. Hoseok cierpliwie czekał, aż brunet zacznie mówić, nie chciał wywierać niepotrzebnej presji, choć aż gotowało się w nim ze złości.
- Ja... - zaczął niepewnie chłopiec, patrząc na swoje kolana. - Moja mama... - spróbował znowu. - Bo tata... - mówił, ale nie potrafił powiedzieć nic więcej. Coś blokowało go od wewnątrz i za nic nie chciało pozwolić mu wyjaśnić całej sprawy.
Dwudziestolatek westchnął ciężko. Przysunął się bliżej Jeongguka i przytulił go do swojej piersi, głaszcząc uspokajająco po głowie. Dopiero wtedy wyczuł, że chłopak cały dygocze.
- Napij się, zrobi ci się cieplej - stwierdził z niemal matczyną troską i podał mu kubek ze stołu.
Brunet napił się odrobinę i odstawił napój z powrotem na blat.
- Mój tata umarł dwa lata temu - szepnął w końcu głosem nie wyrażającym żadnych emocji. - Mama... Ona ma depresję... I coś jeszcze... Napady... Nie wiem. Jej czasem się wydaje... Ona myśli, że, że ja nie jestem Jeonggukiem, nie poznaje mnie, rozumiesz? Nie poznaje - jęknął płaczliwie, a jego ciałem targnął szloch. - Ale zaczęła się leczyć, było dobrze - chlipał rozpaczliwie - a teraz znowu mnie nie poznaje - zaskomlał i rozpłakał się na dobre.
Hoseok odrobinę spanikował, ale instynktownie mocniej przygarnął chłopaka do siebie i co raz szeptał pod nosem "cii, cichutko, spokojnie, no już".
Niestety Jeongguk nie potrafił zapanować nad emocjami. Było mu źle. Cierpiał i choć ramiona jedynego przyjaciela przynosiły mu dawno zapomniane uczucie bezpieczeństwa, bał się, nie do końca zdając sobie sprawę czego.
Mijała minuta za minutą, wskazówki dużego ściennego zegara nieustępliwie parły do przodu. Powoli rozpaczliwy szloch drobnego chłopaka ustawał, a drgawki jego kruchego ciała malały na sile. W końcu reakcje Jeona na ograniczyły się do niekontrolowanego pociągania nosem przy co głębszym oddechu. Ogarnęła go niespodziewana senność i zmęczenie. Ziewnął szeroko i właśnie wtedy pozostałość po płaczu dała o sobie znać, wyrywając z jego gardła odgłos podobny do tego towarzyszącego czkawce. Hoseok zdusił w sobie nagłą chęć parsknięcia śmiechem, bo poczuł, że chłopiec dosłownie zwiotczał mu w rękach i zaczął osuwać się w kierunku podłogi. Bez zbędnych słów wziął go na ręce, po raz kolejny dziwiąc się jego lekkiej wadze i zaniósł go na swoje łóżko. Sam położył się obok i pozwolił mu wtulić się w swoje ciało. Uspokajająco gładził go po trochę jeszcze wilgotnych kosmykach włosów i cicho nucił pod nosem jedyną znaną sobie kołysankę o królu, paziu i królewnie. Być może mu się przewidziało, ale Jeongguk uśmiechnął się mniej więcej w połowie drugiej zwrotki.
Jakoś tak się złożyło, że usnęli obaj.
Rankiem Jeongguka obudziła rozmowa dwóch osób, w czyich głosach dopiero po chwili rozpoznał charakterystyczne tony swojej mamy i Hoseoka.
- Naprawdę dziękuję ci, że zadzwoniłeś - powiedziała kobieta, a sposób w jaki to zrobiła, jasno wskazywał, że płakała.
- Nie zrobiłem niczego takiego. Nie widzę problemu, żeby mógł tutaj zostawać za każdym razem, niech się pani nie martwi. Lubię tego dzieciaka i z przyjemnością się nim zajmę, kiedy tylko będzie taka potrzeba.
- Oh - westchnęła z wdzięcznością i głośno pociągnęła nosem. - Co ja bym bez ciebie zrobiła? Jesteś takim grzecznym chłopakiem. Twoja mama musi być z ciebie dumna... Cieszę się, że to właśnie ciebie mój syn poznał. Nie pozwól mu przestać cieszyć się życiem, proszę.
- Obiecuję pani, że będę się nim opiekował.
Jeongguk przerwał im konwersację, pojawiając się w drzwiach. Popatrzył sennym, lekko otępiałym wzrokiem, na starszego kolegę, a potem na swoją matkę. Czując łzy zbierające się w kącikach oczu, zaniechał jakiejkolwiek próby odezwania się. Podszedł na miękkich nogach do zatroskanej kobiety i mocno ją przytulił. Ponownie rozległ się szloch, tym razem pełen ulgi.
Hoseok się uśmiechnął. Patrząc na tę wzruszającą scenkę, zrozumiał, że ta dwójka, pomimo problemów, które na nią spadły, jest rodziną i razem to wszystko przetrwają. Poczuł w sercu zdradliwe ukłucie zazdrości: ile by dał, żeby mieć takie relacje ze swoją rodzicielką. Niestety miał świadomość, że do osiągnięcia takiego efektu, potrzebne jest zaangażowanie obydwu stron, a z doświadczenia wiedział, że jego matka nie wykaże żadnej inicjatywy...
- Naprawdę dziękuję ci, że zadzwoniłeś - powiedziała kobieta, a sposób w jaki to zrobiła, jasno wskazywał, że płakała.
- Nie zrobiłem niczego takiego. Nie widzę problemu, żeby mógł tutaj zostawać za każdym razem, niech się pani nie martwi. Lubię tego dzieciaka i z przyjemnością się nim zajmę, kiedy tylko będzie taka potrzeba.
- Oh - westchnęła z wdzięcznością i głośno pociągnęła nosem. - Co ja bym bez ciebie zrobiła? Jesteś takim grzecznym chłopakiem. Twoja mama musi być z ciebie dumna... Cieszę się, że to właśnie ciebie mój syn poznał. Nie pozwól mu przestać cieszyć się życiem, proszę.
- Obiecuję pani, że będę się nim opiekował.
Jeongguk przerwał im konwersację, pojawiając się w drzwiach. Popatrzył sennym, lekko otępiałym wzrokiem, na starszego kolegę, a potem na swoją matkę. Czując łzy zbierające się w kącikach oczu, zaniechał jakiejkolwiek próby odezwania się. Podszedł na miękkich nogach do zatroskanej kobiety i mocno ją przytulił. Ponownie rozległ się szloch, tym razem pełen ulgi.
Hoseok się uśmiechnął. Patrząc na tę wzruszającą scenkę, zrozumiał, że ta dwójka, pomimo problemów, które na nią spadły, jest rodziną i razem to wszystko przetrwają. Poczuł w sercu zdradliwe ukłucie zazdrości: ile by dał, żeby mieć takie relacje ze swoją rodzicielką. Niestety miał świadomość, że do osiągnięcia takiego efektu, potrzebne jest zaangażowanie obydwu stron, a z doświadczenia wiedział, że jego matka nie wykaże żadnej inicjatywy...
12.12.2014
Never give up - rozdział 7
- Mamo, jestem - krzyknął głośno, wchodząc do środka razem z Hoseokiem.
Ciemnowłosa kobieta pojawiła się w drzwiach przedpokoju, ubrana w kolorową sukienkę z długimi rękawami, przepasaną białym fartuszkiem.
- No nareszcie jesteś, obiad stygnie - powiedziała z wyraźną ulgą i niemal namacalną radością w głosie. - Och - westchnęła zaskoczona, gdy zauważyła gościa.
- Dzień dobry - przywitał się Hoseok, uśmiechając się uroczo.
- Dzień dobry - odparła mu wyraźnie zdezorientowana i pytającym wzrokiem spojrzała na swojego syna.
- Mamo, to jest Hoseok, mój kolega. Pomoże mi w angielskim.
Nadal lekko zdziwiona, zlustrowała "kolegę" Jeongguka wzrokiem i kiwnęła ledwo zauważalnie głową.
Obydwaj poszli do pokoju bruneta. Hoseok czuł się dość dziwnie. Mama chłopaka zachowywała się tak, jakby nigdy w życiu Jeongguk nie przyprowadził do domu żadnego kolegi, a co więcej, kobieta przypominała mu matkę jego pierwszej dziewczyny, przez co poczuł się, jakby znowu był kilkunastoletnim szczeniakiem. Aż uśmiechnął się pod nosem.
Rozsiadł się wygodnie na łóżku chłopaka, nie pytając o zgodę i oparł się o miękkie poduszki.
- Ciemno tu - zauważył, z konsternacją patrząc na jedyną zapaloną żarówkę.
- Lubię, jak tak jest - wyjaśnił brunet, ale zapalił pozostałe światła.
Wyciągnął ze swojego plecaka wściekle czerwone książki do języka angielskiego i rzucił nimi w brązowowłosego. Dwudziestolatek wykazał się niezwykłym refleksem i zatrzymał je tuż przed swoją twarzą. Pośmiali się trochę i zaczęli naukę.
Pani Jeon, mama Jeongguka, siedziała w kuchni i próbowała czytać gazetę. Tak jak zalecił jej psychiatra na terapii, szukała sobie jakiejś pasji, a jej zalążek znalazła w czytaniu ludzkich historii i dramatów życiowych, które były tak nieprawdopodobne, że sama się sobie dziwiła, czemu właściwie jej się to podoba. Jednakże od kiedy tylko jej syn wrócił do domu, nie potrafiła się na niczym skupić. Nie pamiętała kiedy ostatnio Jeongguk przyprowadził do siebie kolegę, a tym bardziej kolegę, który rzekomo miał mu pomóc w nauce. Nie bardzo chciało jej się wierzyć w to, że był to prawdziwy powód ich spotkania. Była tam już trzy razy, znajdując błahe powody, a to zaniosła obu obiad, a to ciasteczka, a to coś do picia. Za każdym razem zastawała ich faktycznie się uczących. Była z tego powodu niezwykle zadowolona i szczęśliwa, ale przerażał ją fakt, że Hoseok wyglądał na sporo starszego od jej syna. W dodatku chłopiec ani razu wcześniej o nim nie wspominał...
Wyłączyła gaz pod czajnikiem, którego gwizdek wyrwał ją z rozmyślań i zaparzyła sobie melisę… trzecią tego wieczoru.
Jung przeciągnął się, trzaskając głośno zastałymi stawami w łokciach.
- Umiesz - stwierdził radośnie i poklepał Jeongguka po ramieniu. - Jesteś demonem - skomentował wyczerpany do granic możliwości brunet. - Kto normalny czepia się o wygląd estetyczny liter? Rozumiem błędy w zapisie, ale to nawet nie jest nasz alfabet. Skąd ty w ogóle znasz tak dobrze angielski?
- Mówiłem ci, moja mama jest nauczycielką. To byłby dla niej wielki wstyd i porażka w karierze, gdybym nie umiał - wytłumaczył, sięgając po kolejne ciastko, które przyniosła mama chłopaka. Przegryzł szybko kruchy wafelek i zaczął się podnosić. Tylko wstał, a jego kolana chrupnęły głośno. Obydwaj skrzywili się w tej samej chwili, co wywołało salwę śmiechu.
- Będę leciał - oznajmił w końcu Hoseok.
- Dajesz jakieś korki? - zapytał półżartem Jeongguk. - Masz mój numer - odpowiedział mu tajemniczo brązowowłosy i rzeczywiście, odprowadzony pod same drzwi przez bruneta, wyszedł.
Kiedy tylko drzwi zamknęły się za nowym kolegą Jeongguka, ciemnowłosa kobieta zerwała się na równe nogi i spojrzała na zegar, który samotnie wisiał na kuchennej ścianie pośród szafek. Dochodziła pierwsza w nocy. Nerwowo poprawiła spięte w wysoki kok kosmyki włosów i postawiła kilka kroków w stronę drzwi. Jej nastoletni syn praktycznie wyrósł tuż przed nią.
- Ggukie - westchnęła zaskoczona. Chciała z nim porozmawiać o tym koledze. Odczuwała zwyczajną, matczyną troskę o swoje dziecko.
- Coś się stało? - zapytał brunet zbyt upojony szczęściem, by zauważyć, że po raz pierwszy od dawna mama zdrobniła jego imię.
- Nic, kochanie, idź spać. - Jednak nie była gotowa na taką rozmowę.
Następny dzień okazał się być jeszcze lepszym od poprzedniego. Takie wrażenie miał nie tylko Jeongguk, ale także i jego mama. Rano rozstali się przy drzwiach wyjściowych i każde z nich poszło w swoją stronę. Syn do szkoły, a matka na terapię. Kobieta dostała okazję do powierzenia komuś swoich obaw. Zaskakujący jest fakt, że czasem łatwiej jest powiedzieć coś obcej osobie niż komuś, kogo zna się całe życie... życiowy paradoks, od co.
Jungkook przekraczając drzwi swojej szkoły zażyczył sobie w duhu, żeby nic nie zepsuło jego humoru. Po sesji naukowej poprzedniego wieczoru, wyszedł z sali od języka angielskiego z przeświadczeniem, że Hoseok jest jakimś cudotwórcą, bo kartkówka na wstępie okazała się być dziecinnie prosta. Nie dość, że oddał ją jako pierwszy, to jeszcze napisał wszystko poprawnie, co zaskoczyło nawet zniewieściałą nauczycielkę. Kiedy wpisywała mu piątkę do dziennika, spoglądała na jego zadowoloną minę sponad okularów w czerwonych oprawkach, tak jakby sprawiało jej to wielką trudność. Dodatkowo jego radość spotęgowała myśl, która pojawiła się, gdy opuszczał już teren budynku oświaty. Ani razu nie spotkał tego dnia Banga i jego grupy. I nie chodziło tu bynajmniej o to, że wyjątkowo dzisiaj go nie zaczepiali, a o to, że żadnego z nich nawet nie widział...
Wrócił szczęśliwy do domu, gdzie czekał na niego przepyszny obiad. Pani Jeon naprawdę się postarała. Ugotowała zupę pomidorową i małe pierożki nadziewane grzybami. To wszystko kojarzyło jej się ze zmarłym mężem, a jak zalecił jej terapeuta, powinna oswajać się ze wspomnieniami. Wymienili między sobą standardowe pytania i odpowiedzi, opowiedzieli sobie, co ich spotkało. Z każdym dniem nawiązywali coraz lepszy kontakt. Po skończonym obiedzie chłopak poszedł się uczyć, a wieczorem zawitał w domu Hoseoka, by razem z nim obejrzeć film.
Taka sielanka trwała przez dobry miesiąc. Bardzo często Jeongguk przychodził do swojego starszego kolegi, albo na odwrót. Te ich spotkania bardzo często kończyły się wspólną nauką, a raczej pomaganiem brunetowi w nauce. Jung okazał się być bardzo dobrze wyedukowanym człowiekiem i jak wyjawił któregoś razu, studentem Akademii Sztuk Pięknych, oczywiście na kierunku taneczno-wokalnym. Czasem chodzili razem do wytwórni, gdzie chłopak poznał przyjaciół Hoseoka, których bardzo szybko polubił. Nawet jego mama zaczynała akceptować obecność dwudziestolatka w życiu jej syna i napawało ją to coraz mniejszym lękiem. Znalazła w międzyczasie pracę. Nie było to spowodowane żadnymi problemami finansowymi, a raczej chęcią na zajęcie czymś wolnego czasu.
W pierwszy piątek grudnia, kiedy ulice zaczęły przypominać swoim wyglądem bajkowy, świąteczny świat, do drzwi mieszkania Hoseoka ktoś zadzwonił. Brązowowłosy z niechęcią oderwał się od telewizora. Był naprawdę zmęczony ciężkim treningiem i jego jedynym marzeniem było odpoczywanie. Otworzył z rozmachem drzwi i skulił się z zimna, kiedy lodowate powietrze uderzyło w niego z całym impetem. Momentalnie otworzył szerzej oczy, kiedy zobaczył przed sobą Jeongguka w takim stanie.
- Hyung, mogę dzisiaj u ciebie nocować?
7.12.2014
Never give up - Rozdział 6
- I powiedz mi, Jeongguk, jak to się dzieje, że znowu cię ratuję? - zapytał z pobłażliwym uśmiechem Hoseok, kiedy znaleźli się odpowiednio daleko szkoły, żeby nie usłyszał ich żaden z podwładnych Banga.
- Nie wiem - odparł mu niemrawo brunet, wyrywając swoją dłoń z jego uścisku. - Ale i tak dziękuję.
Dwudziestolatek zaśmiał się perliście i z rozmarzeniem spojrzał w niebo. Pomimo chłodnej, jesiennej aury, słońce świeciło dość mocno. Pogoda idealna na długi spacer... Gdyby tylko się miało czas.
Idący obok licealista był lekko skołowany kolejnym niespodziewanym pojawieniem się "wybawcy", jak zwykł w myślach nazywać Hoseoka. Było to co najmniej zastanawiające. Bo owszem, można spotkać kogoś zupełnie nie znajomego i mu pomóc. Ale nie trzy razy z rzędu. Przypadek? Jungkook coraz bardziej zaczynał w to wątpić. Zdawało mu się, że jakaś tajemnicza siła popychała brązowowłosego do podejmowania odpowiednich decyzji, czego skutkiem było znajdowanie się w odpowiednim miejscu i czasie. Teorie spiskowe, rodem z kryminałów Agaty Christe pozostawił jednak w spokoju.
Z lekką obawą zauważył, że od przeszło pięciu minut nie zamienił ani słowa ze swoim nowym znajomym. Pomimo tego, że cisza nie przeszkadzała żadnemu z nich, postanowił się odezwać:
- Um... Hoseok-hyung...
- Tak?
- Gdzie my właściwie idziemy?
Brązowowłosy zatrzymał się na chwilę i rozejrzał wokół. Nie zorientował się wcześniej, że podświadomie prowadził chłopaka do studia. Westchnął ciężko. Byli w tej części miasta, w której bałby się puścić bruneta samego, żeby wracał do domu. Z ociąganiem podjął jedyną, jak myślał, słuszną decyzję.
- Pokażę ci, gdzie tańczę. Chcesz?
Jeongguk uśmiechnął się delikatnie. Czuł się dobrze w towarzystwie starszego chłopaka, więc nie miał problemu, by ochoczo pokiwać głową, zgadzając się na jego propozycję. Wyciągnął z prawej kieszeni czarnych spodni telefon i wybrał numer swojej mamy.
Hoseok obserwował go w milczeniu. Chłopiec zabawnie gestykulował, starając się uspokoić zmartwioną rodzicielkę, chociaż ta nie miała najmniejszej szansy tego zobaczyć. Było coś takiego w sposobie bycia bruneta, że budził w nim jakieś instynkty opiekuńcze, o których posiadanie nawet by się nie podejrzewał. Nie potrafił tego do końca wytłumaczyć, ale jakoś tak chciał być przy tym dzieciaku z problemami. Przynajmniej doszedł do wniosku, że Jeongguk ma jakieś problemy, bo przecież nikt normalny nie próbuje skakać z mostu... dwa razy. Ku jego własnemu zdumieniu, odczuwalnie mu ulżyło, kiedy chłopak tak chętnie przystał na jego propozycję. Spojrzał na niego kątem oka i mimowolnie się uśmiechnął. Być może nie powinien, ale chciał mu dać jak najwięcej powodów do śmiechu.
- Chodź, mały - rzucił wesoło, gdy spostrzegł, że Jeongguk zakończył swoją rozmowę.
- Nie nazywaj mnie tak - oburzył się brunet, śmiesznie nadymając policzki. Wyglądało to co najmniej zabawnie, więc Hoseok nie powstrzymał niekontrolowanego parsknięcia, przez co chłopak obraził się jeszcze bardziej.
Mimo wszystko ruszyli w drogę pełną całkiem nieszkodliwych docinek i niemalże przyjacielskich, czy nawet braterskich zachowań. Więź między nimi była dziwna. Całkiem niedawno zaczęta znajomość była na takim poziomie, jak dla Jungkooka jeszcze żadna inna, a co więcej, wcale nie czuł się z tym źle... to samo tyczyło się brązowowłosego.
Budynek wyróżniał się na tle innych w okolicy. Był ponadprzeciętnie wysoki i nowoczesny. Biało-szare ściany poprzetykane ciemnymi szybami okien sprawiały wrażenie zimnych i nieprzystępnych. Tuż nad frontowymi drzwiami dumnie prezentował się srebrzysto-szaroniebieski neon oznajmiający, że właśnie znajdują się naprzeciw podgrupy JYP Entertainment o wdzięcznej nazwie BigHit.
Hoseok niemal tanecznym krokiem pokonał ostatnie metry dzielące go od wejścia i śmiałym gestem otworzył na oścież szklane drzwi. Ponaglającym ruchem głowy nakazał Jungkookowi wejść do środka. Chłopak rzucił mu tak powątpiewające i pełne niepewności spojrzenie, że brązowowłosy uśmiechnął się pod nosem i zręcznie zagarniając go ramieniem, wprowadził do przestronnej recepcji.
Dwie ubrane w typowo biurowe stroje kobiety rzuciły im przelotne spojrzenie, odrywając się na chwilę od dotychczasowych zajęć. Zlustrowały obydwu z góry do dołu, po czym najzwyczajniej w świecie, niemo przyzwoliły im na wejście, pewnie dzięki rozpoznaniu twarzy Hoseoka, kompletnie ignorując ich obecność, powróciwszy do przeglądania stosu papierów.
- Chodź, chodź - zachęcająco powiedział brązowowłosy, kierując się w stronę długiego, mocno oświetlonego korytarza.
Brunet podreptał za nim, przebierając nóżkami z ponadprzeciętną prędkością, ponieważ wyraźnie podekscytowany Hoseok zaczął stawiać coraz większe kroki. Nagle zatrzymał się, a Jungkook idący z tylu, przez nieuwagę na niego wpadł, odbił się i padł na podłogę niczym bezwładny worek ziemniaków.
- Żyjesz? - martwił się tancerz.
- Ta - odpowiedział mu zdawkowo, podnosząc się i otrzepując spodnie na pośladkach.
Dwudziestolatek nadal szczerząc się jak głupi do sera, otworzył jasnobrązowe drzwi ze sklejki i wszedł do środka. Jungkook nieustannie dziwił się, jak można przez tak długi czas być szczęśliwym. Całkiem normalne dla niego było roześmiać się z jakiegoś żartu, szczególnie jeżeli nie był on skierowany w stronę jego własnej osoby, ale cieszenie się z niczego przerastało możliwości jego dedukcji i stanowczo wykraczało poza wszelkie normy i zachowania, do których był przyzwyczajony. Czymś zupełnie innym był fakt, iż po prostu już nie pamiętał, jak to jest być wiecznym optymistą i czerpać z życia garściami. Bo warto zauważyć, że naprawdę taki był. Wszystko zmieniło się po śmierci ojca...
- Masz jakieś dresy? - z zamyślenia wyrwało go pytanie Hoseoka, który wyciągał właśnie ze swojego plecaka niezidentyfikowane fragmenty garderoby.
- Nie mam - oznajmił po chwili krótkiej konsternacji, z żalem zauważając, że tego dnia, akurat nie miał wychowania fizycznego i nie dysponował żadnymi spodenkami, czy chociaż koszulką na zmianę.
- Nie masz? - zapytał niby sam siebie Jung i podrapał się ręką w czubek głowy. - To nic - powiedział już trochę głośniej i wyciągnął z plecaka kolejne sztuki ubrań. - Trzymaj - mruknął i rzucił koszulką i spodenkami w bruneta.
- A po co mi to? - zdziwił się Jungkook, przyglądając się z zaciekawieniem otrzymanym przed chwilą ubraniom.
- Potańczymy trochę.
- My?
- No po to tu przyszedłeś ze mną. Zakładaj.
W akompaniamencie niezrozumiałych sprzeciwów, wojny na łaskotki i głośnych salw śmiechu, dotarli w końcu do punktu, kiedy obydwaj mieli już na sobie stroje nadające się do wysiłku fizycznego. W między czasie wyjaśniło się również, dlaczego dwudziestolatek nosi ze sobą dwie pary takich ubrań. Kiedyś jego spodenki trzasnęły głośno podczas wykonywania jednego z kroków i nie miał żadnej możliwości przebrania się, dlatego zaczął stosować zasadę przezorny zawsze ubezpieczony.
Hoseok podszedł do stojącego w kącie odtwarzacza i włączył jedną z piosenek. Rozległy się dobrze znane obydwu dźwięki hiphopowej piosenki dość znanego zespołu. Zaczęli od normalnej rozgrzewki; kilku ćwiczeń rozciągających, by pobudzić do pracy zastane mięśnie. Później zaczęli tańczyć i ku zdumieniu starszego z nich, Jeonggukowi wychodziło to całkiem nieźle.
Po dwóch godzinach, gdy na dworze zrobiło się już całkiem ciemno, padli zmęczeni na podłogę. Zachłannie pili wodę z butelek przyniesionych przez jedną z pracownic wytwórni.
Nagle brunet zerwał się na równe nogi i uderzył otwartą dłonią o czoło.
- Miałem się uczyć na angielski!
Chłopak spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Sprawdzian?
- Nie, po prostu nauczycielka się na mnie uwzięła i mogę nie zdać. Mam dwanaście jedynek i jedną piątkę.
- Nie bój się, pomogę ci - zaoferował się.
- Wiesz, wolę nie. Wiem, jak kończy się takie uczenie... Wolę to zrobić sam - odmówił szybko, ściskając w dłoniach rąbek pożyczonej koszulki.
- Zaufaj mi raz. Jak coś muszę zrobić to to zrobię - zapewnił.
W rezultacie jakiś czas później stali pod drzwiami domu Jeongguka, by razem się pouczyć.
- Chodź, mały - rzucił wesoło, gdy spostrzegł, że Jeongguk zakończył swoją rozmowę.
- Nie nazywaj mnie tak - oburzył się brunet, śmiesznie nadymając policzki. Wyglądało to co najmniej zabawnie, więc Hoseok nie powstrzymał niekontrolowanego parsknięcia, przez co chłopak obraził się jeszcze bardziej.
Mimo wszystko ruszyli w drogę pełną całkiem nieszkodliwych docinek i niemalże przyjacielskich, czy nawet braterskich zachowań. Więź między nimi była dziwna. Całkiem niedawno zaczęta znajomość była na takim poziomie, jak dla Jungkooka jeszcze żadna inna, a co więcej, wcale nie czuł się z tym źle... to samo tyczyło się brązowowłosego.
Budynek wyróżniał się na tle innych w okolicy. Był ponadprzeciętnie wysoki i nowoczesny. Biało-szare ściany poprzetykane ciemnymi szybami okien sprawiały wrażenie zimnych i nieprzystępnych. Tuż nad frontowymi drzwiami dumnie prezentował się srebrzysto-szaroniebieski neon oznajmiający, że właśnie znajdują się naprzeciw podgrupy JYP Entertainment o wdzięcznej nazwie BigHit.
Hoseok niemal tanecznym krokiem pokonał ostatnie metry dzielące go od wejścia i śmiałym gestem otworzył na oścież szklane drzwi. Ponaglającym ruchem głowy nakazał Jungkookowi wejść do środka. Chłopak rzucił mu tak powątpiewające i pełne niepewności spojrzenie, że brązowowłosy uśmiechnął się pod nosem i zręcznie zagarniając go ramieniem, wprowadził do przestronnej recepcji.
Dwie ubrane w typowo biurowe stroje kobiety rzuciły im przelotne spojrzenie, odrywając się na chwilę od dotychczasowych zajęć. Zlustrowały obydwu z góry do dołu, po czym najzwyczajniej w świecie, niemo przyzwoliły im na wejście, pewnie dzięki rozpoznaniu twarzy Hoseoka, kompletnie ignorując ich obecność, powróciwszy do przeglądania stosu papierów.
- Chodź, chodź - zachęcająco powiedział brązowowłosy, kierując się w stronę długiego, mocno oświetlonego korytarza.
Brunet podreptał za nim, przebierając nóżkami z ponadprzeciętną prędkością, ponieważ wyraźnie podekscytowany Hoseok zaczął stawiać coraz większe kroki. Nagle zatrzymał się, a Jungkook idący z tylu, przez nieuwagę na niego wpadł, odbił się i padł na podłogę niczym bezwładny worek ziemniaków.
- Żyjesz? - martwił się tancerz.
- Ta - odpowiedział mu zdawkowo, podnosząc się i otrzepując spodnie na pośladkach.
Dwudziestolatek nadal szczerząc się jak głupi do sera, otworzył jasnobrązowe drzwi ze sklejki i wszedł do środka. Jungkook nieustannie dziwił się, jak można przez tak długi czas być szczęśliwym. Całkiem normalne dla niego było roześmiać się z jakiegoś żartu, szczególnie jeżeli nie był on skierowany w stronę jego własnej osoby, ale cieszenie się z niczego przerastało możliwości jego dedukcji i stanowczo wykraczało poza wszelkie normy i zachowania, do których był przyzwyczajony. Czymś zupełnie innym był fakt, iż po prostu już nie pamiętał, jak to jest być wiecznym optymistą i czerpać z życia garściami. Bo warto zauważyć, że naprawdę taki był. Wszystko zmieniło się po śmierci ojca...
- Masz jakieś dresy? - z zamyślenia wyrwało go pytanie Hoseoka, który wyciągał właśnie ze swojego plecaka niezidentyfikowane fragmenty garderoby.
- Nie mam - oznajmił po chwili krótkiej konsternacji, z żalem zauważając, że tego dnia, akurat nie miał wychowania fizycznego i nie dysponował żadnymi spodenkami, czy chociaż koszulką na zmianę.
- Nie masz? - zapytał niby sam siebie Jung i podrapał się ręką w czubek głowy. - To nic - powiedział już trochę głośniej i wyciągnął z plecaka kolejne sztuki ubrań. - Trzymaj - mruknął i rzucił koszulką i spodenkami w bruneta.
- A po co mi to? - zdziwił się Jungkook, przyglądając się z zaciekawieniem otrzymanym przed chwilą ubraniom.
- Potańczymy trochę.
- My?
- No po to tu przyszedłeś ze mną. Zakładaj.
W akompaniamencie niezrozumiałych sprzeciwów, wojny na łaskotki i głośnych salw śmiechu, dotarli w końcu do punktu, kiedy obydwaj mieli już na sobie stroje nadające się do wysiłku fizycznego. W między czasie wyjaśniło się również, dlaczego dwudziestolatek nosi ze sobą dwie pary takich ubrań. Kiedyś jego spodenki trzasnęły głośno podczas wykonywania jednego z kroków i nie miał żadnej możliwości przebrania się, dlatego zaczął stosować zasadę przezorny zawsze ubezpieczony.
Hoseok podszedł do stojącego w kącie odtwarzacza i włączył jedną z piosenek. Rozległy się dobrze znane obydwu dźwięki hiphopowej piosenki dość znanego zespołu. Zaczęli od normalnej rozgrzewki; kilku ćwiczeń rozciągających, by pobudzić do pracy zastane mięśnie. Później zaczęli tańczyć i ku zdumieniu starszego z nich, Jeonggukowi wychodziło to całkiem nieźle.
Po dwóch godzinach, gdy na dworze zrobiło się już całkiem ciemno, padli zmęczeni na podłogę. Zachłannie pili wodę z butelek przyniesionych przez jedną z pracownic wytwórni.
Nagle brunet zerwał się na równe nogi i uderzył otwartą dłonią o czoło.
- Miałem się uczyć na angielski!
Chłopak spojrzał na niego z powątpiewaniem.
- Sprawdzian?
- Nie, po prostu nauczycielka się na mnie uwzięła i mogę nie zdać. Mam dwanaście jedynek i jedną piątkę.
- Nie bój się, pomogę ci - zaoferował się.
- Wiesz, wolę nie. Wiem, jak kończy się takie uczenie... Wolę to zrobić sam - odmówił szybko, ściskając w dłoniach rąbek pożyczonej koszulki.
- Zaufaj mi raz. Jak coś muszę zrobić to to zrobię - zapewnił.
W rezultacie jakiś czas później stali pod drzwiami domu Jeongguka, by razem się pouczyć.
14.11.2014
Never give up - rozdział 5
Biegł przed siebie. Zdezorientowany z tłukącym się w piersi sercem. Wszystko odczuwał naraz. Strach i zaufanie, smutek i szczęście, złość i radość. Z pozoru tak różne odczucia potrafiły zlać się w jedno. Wszelkie obawy odeszły w zapomnienie, odepchnięte daleko na skraj umysłu wydawały się nie istnieć. Hoseok dał mu nadzieję, a ta, jak na skrzydłach niosła go ponad wszelkimi przeciwnościami. To właśnie ten, mógłby się wydawać przypadkowy i niepozorny przechodzeń, jakich pełno w szarym tłumie, pozwolił mu uwierzyć w ludzi. Powiedział tak znaczące słowa. Nigdy się nie poddawaj.
Dopadł drzwi do domu, całkiem zziajany. Zmęczenie było dla niego takie odświeżające i napawało go optymizmem. Nacisnął klamkę, która ustąpiła z cichym trzaskiem i wszedł do środka. Zdjął buty i aż się zapowietrzył ze strachu, gdy ktoś pociągnął go do tyłu, tuląc do piersi.
- Jeongguk, synku - usłyszał ten znajomy i kojący duszę głos.
Mama znowu była sobą. Doznał takiej euforii, nagłego wybuchu szczęścia, że ledwo powstrzymywał się od płaczu.
- Mamo - zdołał jedynie szepnąć, przepełniony spokojem.
- Gdzieś ty się podziewał? - zapytała z troską. - Tak się martwiłam, chciałam już dzwonić na policję.
- Żyję mamo, byłem u przyjaciela - skłamał. - Mówiłem ci, że idę na urodziny, pamiętasz?
- Ale tak długo nie wracałeś - pociągnęła nosem. - Martwiłam się.
I stali tak przez dobre kilka minut, napawając się wzajemną obecnością. Ciche, powtarzane jak mantra synku, syneczku, było jak miód na jego uszy. Jedna rzecz nie mogła mu dać spokoju, ale obiecał sobie, że ten dzień należeć będzie do najpiękniejszych dni jego życia, że nic mu nie zepsuje dobrego humoru.
- Udusisz mnie, mamo - powiedział w końcu ze śmiechem.
A jakże szczery był ten śmiech, ta radość. W odczuciu dałoby się to porównać do radości dziecka, które pozbawione opieki, w końcu odnajduje rodzinę, jak psiak szukający własnego miejsca, kiedy w końcu odnajduje dom, opiekę i poczucie bezpieczeństwa.
Kobieta puściła go niechętnie. W oczach czaił jej się lęk i strach. Mocno przeżywała zniknięcie syna. Spojrzała na niego. Zmienił się. Jej Jeongguk już nie był tym samym chłopcem, który przybiegał do niej ze zdartym kolanem. Nie miał w sobie nic z tego zagubionego dziecka, któremu na próżno wszyscy starali się wytłumaczyć, że tata nie wróci... dorósł, a ona nawet nie zauważyła kiedy. Na swój sposób była z niego dumna. Tak, jak tylko matka potrafi.
- Tak bardzo boję się ciebie stracić - przyznała w końcu. Wysunęła spracowaną dłoń ku jego twarzy i pieszczotliwie pogłaskała go po policzku. - Nie przeżyłabym, gdyby coś ci się stało...
- Nic mi nie będzie - przerwał jej. Tego się właśnie obawiał. Trudnego tematu. - Martwię się o ciebie. Czasem nie jesteś sobą, wiesz? - zapytał, podświadomi wyczekując odpowiedzi, lecz ona tylko patrzyła na niego nierozumiejącym wzrokiem. - Zdarza ci się... ty czasem nie wiesz kim jestem. Ostatnio... ostatnio - szeptał płaczliwym głosem, a łzy powoli zbierały się w jego oczach - ostatnio nawet mnie uderzyłaś - wyznał, a razem ze słowami potoczyły się pierwsze krople.
- Naprawdę się łudziłam, że to jedynie moje koszmary. Tak bardzo cię przepraszam, syneczku - mówiła, wtórując mu płaczem.
I płakali obydwoje. Mimo, że chłopak miał do matki żal, nie potrafił się nie ucieszyć na wieść, że ona to pamięta. Z jednej strony naprawdę było mu przykro, a z drugiej ogarnął go spokój i dziwne uczucie równowagi. Łzy... łzy były oczyszczeniem. Wydawały się wymywać wszystko to, co złe. Nie tylko cierpienie ostatnich dni, ale każdą przykrość, każdy ból.
- Mamo, będziesz się leczyć? - zapytał w końcu po długim milczeniu.
- Będę, obiecuję.
Odpowiedź wielce go usatysfakcjonowała. Ponownie wtulił się w jej ciało, chociaż trochę źle to powiedziane. Przewyższał ją wzrostem o kilka dobrych centymetrów. Ostatniego lata sporo mu się urosło. Spojrzał na swoją rodzicielkę. Chyba w końcu nadchodził czas, kiedy to on będzie się musiał nią opiekować...
Jego matka nie była stara. Miała swoje trzydzieści siedem lat, a pomimo tego, na jej twarzy, niegdyś zdobiącej rozmaite czasopisma, pokazywanej w telewizji i na pokazach mody, odcisnęło się piętno upływającego czasu. Kiedy mając dwadzieścia lat, wyszła za mężczyznę, którego darzyła najszczerszą miłością, pracowała jako modelka. Znał ją każdy szanujący się fotograf, a o jej, w pewnym sensie, ciało zabiegali najznamienitsi projektanci. Była naprawdę sławna. Rzuciła karierę, kiedy rok później urodził się Jeongguk. Wtedy była najszczęśliwsza i wręcz promieniowała.
Wszystko się zmieniło po śmierci jej męża, a ojca czternastoletniego wówczas chłopaka.
Tamten dzień wyrył mu się w pamięci mocniej niż jakikolwiek inny. I choć jak przez mgłę docierały do niego wtedy informacje, wszystkie okoliczności pamiętał dokładnie. Był siedemnasty listopada. Pomimo kończącej się jesieni, świeciło słońce i było naprawdę ciepło. Tata mu obiecał. Powiedział, że jak tylko wróci z pracy, zabierze jego i mamę na piknik. Niecierpliwie wyczekiwał tej chwili. Naprawdę był blisko ze swoim ojcem i ubolewał nad tym, że przez pracę nie może spędzać z nim więcej czasu.
Około godziny czternastej siedział razem z mamą w kuchni. Przygotowywali ostatnie przysmaki, jakie chcieli ze sobą zabrać i pakowali je do dużego wiklinowego koszyka. Nagle zadzwonił telefon. Ciemnowłosa kobieta oderwała się na chwilę od pilnowania, by Jeongguk nie podjadał winogron i z uśmiechem na ustach odebrała.
Mina momentalnie jej zrzedła.
Najpierw był głuchy odgłos aparatu uderzającego o podłogę.
Później przeraźliwy krzyk bezsilności, bezradności, szoku i rozpaczy.
Dopiero po tym, jak jego matka się uspokoiła i zabrała go do szpitala, dowiedział się, co się stało. Tata miał wypadek. Reanimowali go przez godzinę. Bez skutku.
Od tamtego wydarzenia minęły prawie dwa lata. Czas pełen smutku, cierpienia i żałoby zostawił swoje piętno na obydwojgu. Jeongguk miał większe problemy z nawiązywaniem kontaktu z rówieśnikami, a jego mama...
Kobieta przestała o siebie dbać. Od ciągłego płaczu, pod oczami pojawiła się niezwykle trwała opuchlizna. Podrażniona od chusteczek skóra nosa była lekko różowa i nieestetycznie odznaczała się od bladej twarzy. Czarne, długie i zadbane kiedyś włosy przyprószone były siwizną, a rozdwojone końcówki sprawiały, że puszyły się na końcach. Chłopak nawet nie zauważył, kiedy to zaszło aż ta daleko... Z przerażeniem spostrzegł, że bardzo wychudła.
- Mamo - powiedział w końcu, przerywając tą kojącą ciszę. - Idziemy do fryzjera - zadecydował, a ona tylko uśmiechnęła się szczęśliwa.
Rzeczywiście odwiedzili salon fryzjerski, gdzie przemiła kobieta doprowadziła jej włosy do porządku. Później poszli jeszcze do kosmetyczki i do cukierni, gdzie zawsze chodzili we trójkę. Jego mama nawet kilka razy szczerze się zaśmiała, co uznał za swój osobisty sukces. Taki mały krok w przód... Mały, ale jednak krok.
Niedzielnym popołudniem odwiedzili grób jego taty.
- Myślisz, że jest tam szczęśliwy? - zapytała syna, spoglądając w niebo.
- Myślę, że dopóki my jesteśmy szczęśliwi, on też taki jest. Naprawdę, czasem mam wrażenie, że tata jest przy nas i nam pomaga, wiesz? - odpowiedział jej i później każde pogrążyło się w swoich rozmyślaniach.
Wraz z nadejściem poniedziałku skończyła się błoga rodzinna sielanka. Dla bruneta był to najwyższy czas, by zmierzyć się z bandą Banga, samym Bangiem, wydarzeniami piątkowej imprezy i tą znienawidzoną nauczycielką angielskiego. Postanowił kiedyś znaleźć i udusić człowieka, który układał mu plan lekcji. Rozumiał, że był w klasie językowej, ale angielski codziennie, to już była lekka przesada.
- Znowu nie mam dziennika - oburzyła się pani Smith. - Ktoś chce się zgłosić do odpowiedzi?
Momentalnie zapanowała cisza.
- Może Jeongguk - rzucił ze śmiechem jakiś chłopak.
- Jeon Jeongguk - rzekła dostojnie kobieta, patrząc wprost na chłopaka, widocznie zadowolona z pochwyconego pomysłu. - Chcesz nam opowiedzieć o Guy Fawke's Day?
Chłopak mruknął pod nosem ciche "oczywiście" i zaczął mówić. Ku zdumieniu wszystkich wyszło mu to naprawdę dobrze. Opowiedział wszystko ze szczegółami i ani razu się nie zaciął.
- No dobrze, piątka - skomentowała to.
Nie wiadomo, kto był w większym szoku, Jungkook, reszta klasy, czy sama nauczycielka. Mimo wszystko brunetowi od razu poprawił się humor i zmartwienia gdzieś uleciały. Może wszystko miało już być dobrze... Dosłownie pięć minut później dostał jedynkę za nieuważanie na lekcji i wszystko wróciło do normy.
Po skończeniu wszystkich poniedziałkowych lekcji, przyszło mu się zmierzyć z tym, czego obawiał się chyba najbardziej. Przy szkolnej bramie czekał na niego Bang Yongguk i jego bezmyślna banda.
- Kookie - warknął wściekle, że aż chłopak dostał gęsiej skórki. - Wiesz, szmato, że będziesz musiał jakoś odpłacić za zniszczenie tak zajebistego wieczoru? - zapytał, łapiąc go za koszulkę i popychając na murek otaczający szkolną posesję.
- J-ja przepraszam - bąknął pod nosem.
- Możesz sobie wsadzić gdzieś te przeprosiny. Jesteś tak, kurwa, bezużyteczną dziwką, że... - mówił podnosząc zaciśniętą pięść, wyraźnie chcąc go uderzyć.
- Może jednak się uspokoisz - zasugerował ktoś, odciągając go od Jungkooka. - I trochę grzeczniej. W końcu cię przeprosił.
- A spierdalaj - wysyczał, patrząc na intruza i jak gdyby nigdy nic, wepchnął mu szesnastolatka w ręce.
Kiedy nieznajomy odszedł, ciągnąc za sobą zdezorientowanego bruneta, Himchan zdołał wyjść z szoku i zwrócił się do lidera grupy:
- Bang, a ty w ogóle zdajesz sobie sprawę kto to był?
- A chuj mnie to?
- To był J-Hope.
Czerwonowłosy momentalnie zbladł. J-Hope był swojego rodzaju legendą wśród gangów. Niepokonany, najlepszy z najlepszych, a w dodatku podobno tanecznie uzdolniony. Nigdy w życiu nie przypuszczał, że dane mu będzie go spotkać, a tym bardziej w takich okolicznościach. Chociaż w zasadzie najbardziej go zszokował fakt iż najwyraźniej znał się z Jungkookiem na tyle dobrze, by go obronić... Się dziwka umie ustawić, pomyślał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

